Robimy remont u Ireny!

Udało się! Dzięki Wam zebraliśmy 100 000 złotych na remont spalonego mieszkania Ireny! Jesteśmy #Wdzięczni za pomoc nie tylko darczyńcom, osobom, które płaciły swoje datki, ale także tym, którzy udostępniali link na fejsie i na instagramie. To bardzo ważne. W sumie kilka tysięcy osób wsparło zrzutkę. Irenę pokochały tłumy.

Ostatnie chwile przed remontem nie były łatwe. Irena musiała się rozstać ze swoim mieszkaniem, z tysiącami drobnych przedmiotów, które chomikowała latami. Wpadła w panikę. Próbowała ratować jakieś siatki, jakieś bambetle, przenosić do piwnicy. Kategorycznie odmówiła wyprowadzki do siostry… rodzina pracowała nad nią kilka dni.

Aż w końcu nadszedł dzień wyprowadzki Ireny z jej spalonego mieszkania. Tak relacjonowaliśmy to na gorąco na FB:

Za chwilę ma wejść ekipa remontowa by… no właśnie. Dla nas ma ona wyczyścić mieszkanie, skuć tynki, wyrzucić spalone szafy, wymienić drzwi, zrobić nowe łazienki itd… ma zrealizować dobroczynność kilku tysięcy ludzi, którzy złożyli się na ten remont… ale dla Ireny? Dla Ireny to cios.

Oczywiście Irena wie, że to dla jej dobra, sama pragnęła tego remontu, sama o niego prosiła, dziękowała darczyńcom, wiedziała, że ten moment nastąpi… jednak dziś… Dziś Irena jest przerażona. Całe jej dotychczasowe życie, te kilkadziesiąt lat w tym mieszkaniu, zgromadzone w zwałach przedmiotów, walizeczek, siatek foliowych, bambetli ubrań… wszystko to zostanie wymazane gumką myszką, a gdy wróci tu za kilka tygodni zastanie białe ściany i czyste podłogi, jakby jej życie nigdy się nie wydarzyło. Dla nas to spalony gruz, zwały niepotrzebnych śmieci, dla niej to drogie sercu wspomnienia, to momenty zamienione w obiekty, których można dotknąć, wśród których się żyło, które wyznaczały wąskie ścieżki jej życia. I Irena nie chce się z tym rozstać. Panikuje i załamuje ręce, znosi coś tam do piwnicy, coś gdzieś chce upchnąć, coś w czymś schować. Szamoce się w rosnącej panice… Dramat rozdzierający serce.
Jest przy niej rodzina. Jest siostra Krystyna i siostrzenica Dorota z mężem. Jest syn Andrzej i wolontariuszka Aleksandra, z którą Irena bardzo się zaprzyjaźniła. Jest Rafał z kamerą, który nie ma odwagi nawet jej włączyć, jest Kinga z Posiłku, która stoi pod ścianą ze ściśniętym sercem… Nikt z nas nie umie jej pomóc, choć przecież tu po to jesteśmy. Jak lekarze, którzy chcąc usunąć chorobę, muszą wyciąć chory organ… którzy chcą dobrze, lecz muszą zadać ból. Głaszczemy ją po rękach i przemawiamy do niej, to czule, to stanowczo, tłumaczymy od początku. Irena prosi jeszcze o dzień, o noc… by coś tam jeszcze przełożyć z miejsca na miejsce w swoim spalonym mieszkaniu. By coś uratować. Wie jednak, że to koniec… czy początek?
Pomaganie nie jest łatwe. Chcielibyśmy, żebyście o tym wiedzieli. Jednocześnie jest konieczne, potrzebne i jest jedyną drogą. Nie możemy zostawić Ireny.

Kilka dni później zrobiło się jednak lepiej. Dzięki wspólnemu wysiłkowi rodziny i wolontariuszy, a szczególnie wspaniałej Aleksandrze Piwar, udało się wyprowadzić panią Irenę ze spalonego mieszkania i przewieźć do siostry Krystyny. Nie obyło się bez łez, ale było już spokojniej, łagodniej. Pani Irena rozumie, że tak być musi, choć towarzyszą jej ponure myśli i sporo obaw.
Do mieszkania weszła już ekipa i zaczął się remont.

Aleksandra, wolontariuszka opiekująca się Ireną

Kinga, wolontariuszka, koordynatorka Fundacji na Warszawę